Daily Archives: Grudzień 3, 2017

bank-2547356_1920

Kto wynalazł Boże Narodzenie?

03Gru
Historia świąt Bożego Narodzenia zrodziła się dawno temu, ale wcale nie przed 20 wiekami, jak można by się spodziewać. Przez kilkaset lat po narodzeniu Chrystusa wiernym nie przychodziło nawet do głowy, by świętować to wydarzenie huczniej niż utratę przezeń pierwszego mlecznego zęba. Nikt nie udawał, że zna dokładną datę jego przyjścia na świat i nikogo to specjalnie nie obchodziło.
Do czasu, gdy w sprawę wmieszali się Brytyjczycy. Można by sądzić, że nie ma nic mniej brytyjskiego niż rozgrywająca się na Bliskim Wschodzie opowieść o mędrcach przemierzających pustynię z egzotycznymi darami w postaci złota, kadzidła i mirry. Jeśli jednak spojrzeć głębiej, Boże Narodzenie jest w mikroskali modelowym przykładem niezwykłego wpływu, jaki wywarł w świecie ten kraj.
Wszystko zaczęło się od sporu, jaki wybuchł wśród arian w IV wieku naszej ery. Dziś wydaje się on tak mętny, że niemal niezrozumiały. Weźmy taki dylemat: czy Chrystus był współistotny z Ojcem – a więc czy był z tej samej substancji – czy też tylko mu podobny?
Przez większą część wieku trwała na ten temat gorąca dyskusja. Kościół się podzielił. Biskupów skazywano na banicję. Buntowały się całe miasta. Kiedy nastał pokój, narodziny Chrystusa – kluczowy moment wcielania się Boga w człowieka – nagle znacznie bardziej zyskał na znaczeniu. Należało znaleźć odpowiedni termin na jego świętowanie.
Przynajmniej w tym jednym przypadku teologia i korzyść własna znalazły szybki kompromis. Od dawna organizowano festiwale pogańskie po zimowym przesileniu, kiedy dnie stawały się coraz dłuższe, a ziemia jałowa. Tak się świetnie składało, że 25 marca – dzień wiosennej równonocy, kiedy rok budził się do życia, uznawany tradycyjnie za datę stworzenia Adama przez Boga – wydawał się pod względem teologicznym idealnym momentem na poczęcie Chrystusa. Wystarczy dodać dziewięć miesięcy i otrzymamy datę 25 grudnia.
Stare święto pogańskie przetrwało jednak dość długo w niezmienionej postaci. Boże Narodzenie było przez pierwsze tysiąclecie stosunkowo mało ważnym wydarzeniem, wszelkie obchody należały więc do starej, uniwersalnej tradycji. Niektóre kluczowe elementy współczesnego Bożego Narodzenia – ostrokrzew, bluszcz, drzewa iglaste, picie i ucztowanie – sięgają tak daleko wstecz, jak ludzka pamięć. Swojski pocałunek pod jemiołą jest bladym odbiciem starszego rytuału wchodzenia w seksualną dorosłość i oddawania się drugiej osobie. Początek świątecznej gościnności dały natomiast chodzące od drzwi do drzwi pijane bandy, które domagały się jedzenia i picia, grożąc w razie odmowy aktami wandalizmu. Ponieważ wieśniacy nie mogli uprawiać w tym czasie ziemi, festiwal ciągnął się dwa tygodnie (12 dni między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli) i towarzyszyło mu odwrócenie stosunku między władcą i poddanym, tymczasowe zawieszenie obowiązujących reguł.
Nie mogło to się podobać Kościołowi i chrześcijanie przed długi czas odnosili się do tego święta z ambiwalencją. Wiecznie zielone drzewa uznawano za pogańskie, picie alkoholu za grzech, a ucztowanie za obżarstwo.
Do tego momentu Brytyjczycy wnosili niewielki lub zgoła żaden oryginalny wkład w obchody Bożego Narodzenia, ale wszystko miało się zmieć. Kiedy XVIII- i XIX-wieczna Wielka Brytania wprowadziła świat w epokę miejsko-industrialną, Boże Narodzenie musiało się dostosować. Dawny festiwal łączył się z wielodniowym pijaństwem, hulankami i swawolami, a tymczasem właściciele nowych przędzalń bawełny i hut żelaza nie byli skłonni do dawania pracownikom 12-dniowych urlopów. Kiedy Boże Narodzenie skondensowano w jeden dzień, musiała panować głęboka konsternacja i niejasność co do tego, jak przeistoczyć dawne idylliczne obchody w pełne serdeczności współczesne święto.
I wtedy, na tydzień przed Bożym Narodzeniem 1843 r., ukazała się książka, która na zawsze przeobraziła świąteczne obchody: “Opowieść wigilijna” Charlesa Dickensa. Odniosła ona powodzenie przynajmniej pod dwoma względami. Po pierwsze, skutecznie oddaliła wspomnienia o przeszłości. Odeszło w niepamięć niegdysiejsze Boże Narodzenie pod znakiem nierządu i buntu. Nadeszło nowe, bardziej uładzone. Po drugie, Dickens stworzył wzorzec nowego, miejskiego festiwalu trwającego tylko jeden dzień. Jego modelowe święta koncentrowały się nie na społeczności, tylko na rodzinie. Czasu było zbyt mało, a ludzie mieszkali w zbyt wielkim rozproszeniu, by mogło być inaczej.
Stworzona przez niego wizja przetrwała po dziś dzień. W “Opowieści wigilijnej” znajdziemy pieczonego indyka. Jest tam też wręczanie prezentów, śnieg i mróz, kościelne dzwony, kolędowanie, grzane wino, ostrokrzew, dary na cele dobroczynne i świąteczny pudding.
Wiktorianie, którzy zawsze mieli inklinacje do wymyślania nowych tradycji, a potem udawania, że zawsze istniały, pokochali nowe Boże Narodzenie. Oczywiście ich model uległ pewnym modyfikacjom. Najistotniejszym zagranicznym dodatkiem była zapewne choinka, “piękny niemiecki drobiazg”, sprowadzony przez księcia Alberta.
Współczesne Boże Narodzenie, któremu towarzyszy natarczywa presja handlowa, ogromny oddźwięk międzynarodowy i rozrośnięta nowoczesna otoczka – od zabawek elektronicznych po gwiazdkowe wyprzedaże – wydaje się bardzo dalekie Dickensowi, a jeszcze dalsze teologom z IV wieku. Jest jednak wyraźnie wynikiem zderzenia się buntowniczego festiwalu prechrześcijańskiego z sentymentalnym świętem opisanym przez Dickensa.
I choć nasze próżniacze społeczeństwo ponownie zezwoliło na coś w rodzaju 12-dniowego urlopu, znane nam święto rodzinne zasadniczo różni się od dawnego zbiorowego festiwalu. Wtedy wszystkie dni Bożego Narodzenia były równe, żadnego nie wyróżniano. Dziś jest wręcz przeciwnie. Nawet jeśli bierzemy dwutygodniowy urlop, tylko jeden dzień ma dla nas głęboko magiczną wartość.

Źródło: onet.pl